Blog > Komentarze do wpisu

Niepokojące wstrząsy

Na oceanie była cisza. Żadnej fali. Żadnego powiewu. Nic. Cisza źle wpływa na marynarzy, zaczyna dręczyć wszystkich jakiś niepokój, niewiadomo skąd się biorący. Cisza powodowała, że żagle, zazwyczaj wybrzuszone, wisiały smętnie.Fregata  dryfowała. Załoga zabijała czas grami w piłkę-szmaciankę, którą kulano na pokładzie po obowiązkowych zająciach organizowanych przez bosmana.
   Wstrząsy, jakie przeszyły fregatę wywołały zadziwienie, a następnie głębokie zaniepokojenie. Fregata popadła w rytmicze przechyły wzdłuż osi okrętu i trwały one nie krócej niż 3 pacierze. Po pewnym, a niedługim czasie fregata zaczęła się rytmicznie i bardzo niepokojąco kołysać w poprzek. Do wieczora takich cykli wstrząsów było jeszcze kilka. Zaniepokojona załoga wyglądała na zewnątrz usiłując dostrzec morskiego potwora, który - jak dość powszechnie uważano - usiłował zatopić fregatę i pożreć załogę. Obdarzeni co większą fantazją marynarze roztaczali katastroficzne wizje łamanych masztów, dziurawionych burt, rozbijanego dziobu i - co oczywiste - upiornej i bolesnej śmierci w szczękach ogromnych węży morskich.


   Noc upłynęła na oczekiwaniu na kolejne serie wstrząsów i drżeń fregaty, tych jednak doliczono się czterech. Gwoli ścisłości dodać trzeba, że każdemu z owych nocnych czterech cykli wstrząsów towarzyszyły nieludzkie jęki, donośne pochrapywania i dobywające się nie wiadomo skąd westchnienia, nie ludzkiego pochodzenia z pewnością. Nazajutrz wstrząsy trwały już od rana i nerwowość z towarzyszącą irytacją załogi osiągnęła szczyt, gdy kuk oznajmił, iż cotygodniowa porcja rumowego budyniu właśnie wychlustała z kociołka na podłogę, co stało się w wyniku nadmiernego poprzecznego uchyłu fregaty.
   Należy zaznaczyć, iż Kapitan CHanutti spała tej nocy doskonale, czym różniła się od reszty nerwowo drzemiącej załogi. Z każdą zaś serią wstrząsów uśmiechała się tajemniczo przez sen, a dyskretny rumieniec przyozdabiał jej piękne i łagodne oblicze. Nic więc dziwnego, iż kiedy zdenerwowany I owu składał poranny raport, Pani Kapitan była pogodna, odprężona i uśmiechnięta. To zaś mocno zdenerwowało I owu i zaproponował, aby sprawę dokładnie zbadać, gdyż losu fregaty nie jest zbyt pewien, a nawet - jak podejrzewał - jest on poniekąd zagrożony.


- Ależ oficyjerze - rzekła kapitan - zawezwijcie mi tu bosmana celem wyjaśnienia kilku kwestii związanych z tajemniczymi wstrząsami. Sądzę, że on wyjaśni najlepiej o co chodzi. W końcu on ma wiedzieć wszsytko, nawet to, co dzieje się w każdej mysiej dziurze, a przecież wstrząsy nie dochodzą z żadnej dziury, bynajmniej nie mysiej.
   Wezwany bosman nie miał tęgiej, jak zazwyczaj, miny. Do służbowej kajuty wszedł lekko zgarbiony, jakby przyszarzały, przywiędnięty, bez swej charakterystycznej wzwiedzionej postawy. Wyglądał na nieszczęśliwego.


- Mój bosmanie - zaczęła Pani Kapitan - powiedzcie nam tu, jak długo będą te wstrząsy trwały? Kiedy się skończą? Hę? Załoga jest bardzo nerwowa, a źródło wstrząsów nieznane. Może, bosmanie, odkryjecie jakąś tajemnicę, o której zebrani nie wiedzą, hę? - zakończyła zgrabnie Pani Kapitan i lekko zmrużyła oko dając  bosmanowi do zrozumienia, że wie dokładnie o wszystkim, i tajemnica bosmana został przez Panią Kapitan odkryta. Wiadomo więc było, że nie ma żadnego sensu kręcić czy wypierać się, tego bowiem Kapitan CHanutti nie tolerowała i nieszczerość tępiła w sposób straszliwy. Bosman odchrząknął nieśmiało i przemówił:
   - Owóż, Pani Kapitan, z okazji imienin postanowiłem moim córeczkom, a mam ich kilkanaście, bodaj około dwudziestu, zakupić prezent. Problem polegał na tym, że zarówno córeczki, jak i ich mamy domagały się prezentu imieninowego, który będzie duży. Nie bardzo wiedziałem, jak duży ma to być prezent, postanowilem więc kupić coś, co jest największe. Szczęśliwy traf spowodował, że w ostatnim porcie okazyjnie kupiłem dwa hipopotamy, parkę, którą  w niezauważony sposób ukryłem w 3. ładowni. Hipcie były nieco ospałe i z zachowania anemiczne, a już na pewno nieskore do zabaw. Rzekłbym - aseksualne, używając pewnego fachowego zwrotu.
   Tu bosman zmieszał się nieco, gdyż nie bardzo wiedział, co to słowo w ogóle oznacza, wydawało mu się jednak jakieś obce i odpychające. Słowo, które w ogóle nie powinno istnieć, jego więc wypowiedzenie było dla bosmana ciężkim doświadczeniem. Bosman stał nieszczęśliwy i widać było, że cierpi wskutek niezrozumienia zachowania się hipopotamów. Do niedawna spokojnych, a od niedawna niespokojnych.
   Pani Kapitan uśmiechnąszy się szeroko postanowiła bosmanowi pomóc i  takimi  oto odezwała się słowy:
- Szanowni oficerowie - pragnę wam powiedzieć, iż o obecności hipopotamków wiedziałam od pewnego czasu, spotkałam je w trakcie nocnego obchodu fregaty. To zaś, że żaden z panów nie sprawdza stanu jednostki i ładowni nie przysparza chwały żadnemu z was. Zatem - jak wspomniałam - oba zwierzaki wydawały się smutne, znudzone i cierpiące. Podobnie, jak załoga. Postanowiłam więc dla kaprysu je rozruszać. Do tego celu wystarczyła kropelka perfum, których flakonik miałam w kajucie, a których kropelka, dyskretnie kapnięta za hipopotamim uchem hipopotamki, najwidoczniej ożywiła towarzyszącego jej hipopotamka. Tak więc, jak sądzę, wstrząsy, jakimi od ponad doby wstrząsana jest fregata, nie zwiastują nam zagłady, ale raczej są przejawem hipopotamiastej fantazji, kondycji, dobrej zabawy, świadectwem doskonałej jakości perfum. A także - być może - zwiastunem tego, iż w niedługim czasie wasze, bosmanie, córeczko-syreniątka będą cieszyły się małymi hipciami.

   Tu Pani Kapitan zakończyła i otuliwszy się płaszczem uśmiechniętego milczenia przyglądała się bosmanowi, który jakby urósł, spęczniał i zrobił się wielki. Owszem, co prawdą było poniekąd, szczególnie, kiedy spojrzało się na bosmana , szczególnie punktowo. Bosman opuścił kajutę w dobrym nastroju, po raz kolejny zakochnany głęboko w Pani Kapitan.        

                                                           

          

             (zdjęcie pochodzi stąd)

piątek, 03 lipca 2009, pataszoniasty

Polecane wpisy