Blog > Komentarze do wpisu

pachnący marynarz kokosowy z bezludnej wyspy

Fregata Pani Kapitan przepływała opodal Wielkiej Rafy Koralowej, na terenie której mikrowyspy stanowiły interesującą odmianę od bezbrzeżnych przestrzeni oceanu. Pani Kapitan postanowiła obejrzeć archipelag Cocotree (kokosowy), złożony z kilkuset maleńkich wysp, na których rosły palmy zgodnie z zasadą - jedna wysepka - jedna palma. Tak malowniczy pejzaż zarezerwowany był wyłącznie dla tej części oceanu. Zamiar ten wynikał także z określonych potrzeb, mianowicie kuk od pewnego czasu prosił, aby móc zaopatrzyć się na lądzie w świeże kokosy, których zapas stopniał ostatnio po drace ze strącaniem lotokotów przez celnego, acz niedoświaczonego majtka.

Po zbliżeniu się do archipelagu okazało się, że na palmach kokosów nie ma, niestety. Kolejne dziesiątki wysepek potwierdziły złowrogie podejrzenie, że zostały zebrane i pożarte przez jakieś zwierzę lub inny żaglowiec skorzystał z darmowych orzechów.

- Pani kapitan - odezwał się I oficer - przez  lunetę dostrzegłem zapewne zwierzę, lub człowieka siedzącego na palmie. Może to jego sprawka...

Po niedługim czasie cała załoga podziwiała chowającego się za pniem łysawego mężczyznę, którego pani Kapitan Chanutti kazała sprowadzić na pokład.

desert island

(zdjęcie pochodzi stąd)

Po sprowadzeniu owego człowieka okazało się, że ów jest marynarzem, który zbiegł z pirackiego okrętu, na którym przetrzymywany był wbrew swej woli i okrutnym poddawany mękom. Na pytanie jakim mękom poddawali go owi rzezimieszkowie - milczał i mówić o tym nie chciał, wobec czego zaprzestano dalszej inwigilacji.

Kapitan CHanutti, o wyczulonym zmyśle węchu, zauważyła, iż marynarz wyróżniał się deilkatnie roztaczanym wokół siebie przyjemnym i powabnym aromatem orzechów kokosowych. Zapewne- sądziła Pani Kapitan - spowodowane to było wielotygodniową dietą złożoną wyłącznie z orzechów kokosowych.

Mijały tygodnie. Rozbitek okazał się być marynarzem ciekawym, o dużym zasobie marynarskiej wiedzy i bogatym doświadczeniu. Marynarze wprost przepadali za jego ciekawymi opowieściami o przeżytych i zasłyszanych przygodach. A jednak Pani Kapitan dostrzegała w przybyszu jakieś cechy nie do końca męskie; wyczuwała niteczkę nieco niewieścich cech, które to wrażenie może spowodowane było utrzymującym się dyskretnym zapachem kokosów... Podobne wrażenie miał także najwidoczniej bosman, który warczał na jego widok, a raz nawet w przytomności Pani Kapitan określił go mianem "pedalskiej cioty", co wywołało jedynie skromny uśmiech na ustach owego, słyszącego to kokosowego marynarza i szybkie groźne spojrzenie Pani Kapitan.

Pewnego dnia do fregaty Pani Kapitan podpłynął szkuner pocztowy, na pokładzie którego znajdował się straszliwy pirat Poncjusz Smith, znany jako Poncjusz Pirat.

Na maszcie szkunera powiewała niezwykła doś piracka flaga

piracka flaga dedykowana kropli (zapewne kokosowego mleka

Obrazek pożyczono stąd

Na uprzejme pytanie Pani Kapitan o cel jego wizyty, Poncjusz odpowiedział wzdychając z tęsknotą, że przybył wykupić marynarza z Wysp Kokosowych. Kapitan pirat Poncjusz zaoferował całkiem niezły okup za owego kokosowego marynarza, przy czym nieco lubieżny uśmieszek nie schodził z jego czcigodnego, pirackiego oblicza.

skarby

(Zdjęcie pochodzi stąd)

Pani Kapitan CHanutti poprosiła do swej kajuty pirata, aby dowiedzieć się prawdy. Ta bowiem wydawał się jej w jakiś sposób zagmatwana.

- Pławdą jest - rozpoczął Pirat (pewna wada wymowy powodowała, iż na oblicze Pani Kapitan CHanutti rozjaśniło się rozbawieniem) - że ten małynarz zwiał z naszego błygu. Pławdą jest, że błakuje go mi, oficełom i wszystkim piłatom na naszej łajbie. Udało się go odnaleźć i chcemy go odzyskać za każdą cenę - zakończył Kapitan Piłat.

Kapitan Chanutti z rezerwą podeszła do słów pirata. Jak wiadomo piratom nie do końca można wierzyć, tu jednak Kapitan Piłat mówił najszczerszą prawdę - tęsknota za kokosowym marynarzem musiała byc wielka, gdyż Pirat wzdychał i przewracał oczami, a nawet - bogowie, wybaczcie - nie zważając na obecność damy, lubieżnie podrapał się tam, gdzie w obecności damy drapać się nie należy. 

- Proszę jedynie wyjaśnić- zaczęła Pani Kapitan, nieco urażona bezzpretensjonalnym zachowaniem kapitana Pirata - jakimż to torturom poddawany był kokosowy marynarz, skoro zbiegł od was na bezludne wyspy. Zaiste, tortury musiały być straszliwe, skoro wybrał samotną banicję nad pobyt wśród piratów, ale - bądź co bądź, ludzi. Jeżli bowiem okaże się,  że poddawany był lub będzie torturom, kokosowy zostanie pod moją opieką. Skoro zaś okaże się, że zmyśla - zostanie wam oddany.

Kapitan Pirat spoważniał i odrzekł:

- Ów kokosowy małynarz odznacza się niezwykłą cechą. Z przyczyn nieznanych żywi się wyłącznie kokosami, złesztą doskonale chodząc po palmach zbieła je szybko i spławnie: potłafi fułę kokosów zrzucić w kilknanaście  minut. Jego ciało przesiąknięte jest zapachem kokosów i pławda jest taka, że piłaci uwielbiają jego towarzystwo i ... - kapitan zawiesił głos - nie tylko towarzystwo (zarechotał lubieżnie, zaczerwienił się, chrząknął i kontynuował). - Ponieważ od 3 miesięcy nie przybijaliśmy do lądu, zajmując się na morzu naszym piłackim rzemiosłem, kokosowemu zabłakło kokosów, wyskoczył za bułtę w pobliżu ałchipelagu kokosowego i skłył się. Załoga zaś - pozbawiona kokosowego zaczęła domagać się tego, czego piłaci w łejsie domagają się zawsze. Zapewniam jednak szanowną Panią, że jedyną tołtułą był błak kokosów, nie zaś to, co załoga czyniła z nim,  ku obopólnemu złesztą zadowoleniu.

zdjęciem poczęstowano się smakowicie stąd

Załoga fregaty żegnała kokosowego marynarza. Od każdego dostał upominek - kokosa. Jedynie bosman, nie wiedzieć czemu, wręczył mu tajemnicze pudełeczko i z kpiącym nieco uśmiechem grzmotnął go poufale w plecy. Szkuner pocztowy odpłynął. Kapitan Piłat grzmiał: ŻEGNAJCIE MAŁYNARZE !!!! Ściemniało się. Kuk był wściekły - na fregacie kokosów nie było wcale, jedynie ich delikatny aromat unosił się po pokładem.

Po kilku dniach Kapitan CHanutti zapytała bosmana, co było w pudełku ofiarowanym kokosowemu. Bosman odrzekł z wielkim zadowoleniem, iż w pudełku był specjalny specyfik o silnym zapachu kokosów. O konsystencji żelu.

środa, 03 czerwca 2009, pataszoniasty

Polecane wpisy

  • Burzowy upał

    Na fregacie było bardzo gorąco. Słońce świeciło dokładnie z samej góry, cień zredukowany był do punktu, na którym znajdował się przedmiot cienionośny. W takim u

  • Niepokojące wstrząsy

    Na oceanie była cisza. Żadnej fali. Żadnego powiewu. Nic. Cisza źle wpływa na marynarzy, zaczyna dręczyć wszystkich jakiś niepokój, niewiadomo skąd się biorący.

  • Limeryki o syrenach - konkurs

    Zwyczajem stało się od pewnego czasu limerykowanie. Konkurs limeryków odbywał się nieregularnie i zawsze wtedy, kiedy fregata przecinała 178 południk. Tak właśn