Blog > Komentarze do wpisu

O lotokotach i Wyspie Bałwanów

Doprawdy, niewiele było rzeczy tak irytujących panią Kapitan, jak lotokoty. Stworzenia te rozmnożyły i rozzuchwaliły się w ostatnich czasach tak bardzo, że napotykano je nie tylko - jak dawniej - blisko lądu, ale i na pełnym morzu. Przyczyną tego było nagłe wzbogacenie się lotokotów dzięki ciemnym interesom prowadzonym na Kajmanach, a co za tym idzie udoskonaleniem posiadanych środków lokomocji. Teraz lotokoty przemieszczały się na sprawnych i szybkich latających dywanikach i docierały na nich tam, gdzie chciały, nierzadko napadając na fregaty, a przynajmniej utrudniając życie strudzonym marynarzom.   

                           

Lotokoty były bestiami złośliwymi bezmyślną złośliwością mafijnych gangsterów - leniwymi, gnuśnymi, a zuchwałymi kreaturami, które potrafiły przypuścić zmasowany atak na fregatę, kradnąc wszystko, co znalazło się w zasięgu ich łap. Jeśli nie było co ukraść, latały nad pokładem uprzykrzając życie marynarzom dzikim miauczeniem i kocią muzyką.

Marynarze walczyli z lotokotami na wszelkie możliwe sposoby - obrzucając je zgniłymi śledziami, strzelając do nich z harpunów, a także łowiąc je w przemyślnie założone na żagle sieci. Każdy rodzaj walki był jednak skazany na niepowodzenie - lotokoty łapały w locie śmierdzące śledzie i celnie odrzucały je w kierunku marynarzy, przed ugodzeniem harpunem chroniła je gruba sierść, a złowione w sieci - rozrywały je na strzępy ostrymi pazurami. Dlatego pani Kapitan wydała absolutny zakaz drażnienia lotokotów, a do walki z nimi stawała ona sama i ona jedna. A oto co robiła: wśród nadlatujących lotokotów  wyszukiwała przywódcę gangu - najbardziej spasionego i obmierzłego kocura, a następnie spokojnym jasnym wzrokiem wpatrywała się prosto w jego podstępne kaprawe oczka. Kocur nie wytrzymywał tego długo - zaczynał drżeć, kulić się, miauczeć rozdzierająco, by za chwilę wycofać się wraz z resztą bandy. Raz w taki sposób zwyciężone lotokoty nie stanowiły już potem zagrożenia i - byle tylko ich nie zaczepiać - co najwyżej latały nad fregatą, pilnując, aby zejść z linii wzroku pani Kapitan. I choć marynarzy kusiło czasem, żeby odegrać się na pokonanych lotokotach - wszyscy szanowali rozkazy pani Kapitan i co najwyżej mruczeli pod nosem kwieciste obelgi.

Znalazł się jednak pewien młody i niedoświadczony majtek, który postanowił się z lotokotami podrażnić, rzucając w nie orzechami kokosowymi. Rzucał dość celnie niestety i jednym z orzechów strącił z latającego dywanika najohydniejszego kocura - paskudnego, śmierdzącego rybim tłuszczem zabijakę. Pech chciał, że akurat pani Kapitan zażywała na pokładzie  słonecznej kąpieli, chcąc opalić wiosennym słońcem pęciny między kapitańskim bucikiem a rąbkiem sukni. Tak więc strącony z dywanika kocur z dzikim wrzaskiem wylądował wprost na podołku pani Kapitan i pazurami wczepił się w jej suknię.

- Co za bałwan drażni lotokoty?! - krzyknęła zirytowana do granic pani Kapitan i uniosła się z leżaka. Winowajca majtek na te słowa jakby rozpłynął się w powietrzu. Po prostu znikł, co wywołało zdziwienie wśród obserwującej całą scenę załogi. Pani Kapitan jednak westchnęła tylko z pewną rezygnacją, bowiem przypomniała sobie, że fregata  znajduje się właśnie u brzegów pewnej niezwykłej wyspy. Wyspy Bałwanów. Była to wyspa, na której czasowo przebywali wszyscy marynarze, którzy nieopatrznie popełnili czyn głupi, bądź niegodny marynarskiego honoru. Wszystkie marynarskie głupki, idioci, kretyni, marynarskie palanty, dupki i smętne (z przeproszeniem) fiuty. Słowem - bałwany. Na wyspie spędzali oni rok - co do dnia, po czym wracali odmienieni - mądrzejsi, spokojniejsi i gotowi do dalszej marynarskiej służby.

                                     

- Bosmanie, zapamietajcie no, żebyśmy wrócili tu za równy rok od daty dzisiejszej - wydała rozkaz pani Kapitan i strzepnęła z siebie ścierwo kocura, który zszedł był na zawał serca od samego zetknięcia z jej majestatem. 

poniedziałek, 01 czerwca 2009, pataszoniasty

Polecane wpisy

  • Burzowy upał

    Na fregacie było bardzo gorąco. Słońce świeciło dokładnie z samej góry, cień zredukowany był do punktu, na którym znajdował się przedmiot cienionośny. W takim u

  • Niepokojące wstrząsy

    Na oceanie była cisza. Żadnej fali. Żadnego powiewu. Nic. Cisza źle wpływa na marynarzy, zaczyna dręczyć wszystkich jakiś niepokój, niewiadomo skąd się biorący.

  • Limeryki o syrenach - konkurs

    Zwyczajem stało się od pewnego czasu limerykowanie. Konkurs limeryków odbywał się nieregularnie i zawsze wtedy, kiedy fregata przecinała 178 południk. Tak właśn