Blog > Komentarze do wpisu

Nieszczęsny zakład

- Jeżeli ktoś śmie zarzucić mi kłamstwo - ryczał półtrzeźwy, czerwonosinolicy wielki I oficer w portowej tawernie rozchlapując rum z wielkiej szklanicy - to - do stu beczek zgniłych śledzi - gotów jestem rozerwać takiego łotra na strzępy. Pod kilem przeciągnąć, i wychłostać, do armaty przywiązać - darł się basem na całą tawernę, a głos niósł na uliczkę i unosił się nad portem.

I oficer fregaty "A big little witch" wielce był poruszony rozmową, do której przyłączył się samowolnie. Rozmowa prowadzona była w gronie naszej znajomej załogi i dotyczyła syren. Jedni więc opisywali grację syren, inni - ich ponętne głosy, inni - śpiewy, jeszcze inni zaś - fantazjowali, jak otóż postrzegaliby syreny jako towarzyszki ich doli i niedoli, co - jak można się domyślać - otworzyło szerokie wrota spekulacji o dużej dozie fantazji.

Kiedy z ust owego I oficera rozległy się słowa powątpiewania, czy w ogóle syreny istnieją, początkowo zignorowano jego obecność i bełkotliwo-skrzeczącą mowę. Ów oficer coraz głośniej jednak zadawał kłam istnieniu syren, co - rzecz jasna - spotkało się z rozbawieniem załogi, która - jak wiadomo - widziała nie takie rzeczy i z syrenami miała do czynienia niejednokrotnie. Szczególnie dotknięty poczuł się bosman, który - jak plotka głosiła - był szczęśliwym ojcem kilku syreniątek, i który po prostu nie mógł w spokoju słuchać dowodów marynarskiej ignorancji.

Zerwawszy się więc stanął w swej pełnej, wielkiej postawie i owemu oficerowi w twarz rzucił prychając pogardliwie, iż jest nędznym kłamcą i lądowym, cholernym i szmatławym szczurem, skoro nie widział syreny. To właśnie rozjuszyło I oficera i sytuacja zaczęła być niebezpieczna: bosman miał zamiar wyrwać oficerską głowę z przyległościami. Szczęśliwie Kapitan CHanutti postanowiła złagodzić sytuację i wyłączyć przy okazji ową fregatę ze służby morskiej na kilka długich miesięcy.

- Szanowny mości Oficerze - zaczęła Kapitan CHanutti. - Otóż proponuję następujący zakład: my twierdzimy, że syreny istnieją. Ty twierdzisz, że nie. Skoro więc my udowodnimy, że istnieją, a - co więcej - mieszkają w wodnym zamku unoszącym się na falach, Ty spełnisz nasze żądanie. Żądanie takie jest mianowicie: załadujesz na pokład swej fregatay 100 beczek zgniłych śledzi i popłyniesz z nimi w pełnomorski rejs 1500 mil w jedną stronę, do portu Guantajamo na Kubie, i wrócisz z tymi beczkami. Beczki będą otwarte. Zawartość nie może zostać wyrzucona. - To jak, szanowny oficerze? - zatrzepotała chłodno pani Kapitan, a dla znających panią Kapitan wiadome się stało, co nastąpi za niedługi czas.

- Ach, wy kłamliwe gnidy - ryczał pijany w sztok oficer - syren nie ma i nie było i nie będzie. Nikt ich nie widział i przyjmuję warunki zakładu, biorę wszystkich na świadków - rozejrzał się po tawernie. Przeciąć !!!!- ryknął głośno. Zakład został zawarty.

Nazajutrz fregatą Kapitan Chanutti został zabrany na nieodległą przejażdżkę ów I oficer. Nie później, niż po 3 godzinach rejsu oczom załogi i niedowierzającego I oficera taki okazał się widok:

 

                                             

                                         (They Swam Before the Ships and Sang Lovely Songs by L ouis John Rhead stąd)

I oficer zaniemówił, gdyż nigdy nie widział syren. Jako i nie wierzył w ich istnienie. Nie wierzył tak bardzo, jak bardzo bosman wiedział, że istnieją. Bosman zresztą bez pozwolenia pani Kapitan ciskał w wodę zabawki dla dzieci -  a to gumowe kaczuszki, a to małe stateczki, a to kawałki gąbki, koraliki i inne ciekawe, nietypowe dla bosmana rzeczy. Na pytający wzrok pani Kapitan, bosman zaczął się jąkać niewyraźnie, spłonił i orzekł, że lubi widok małych syreniątek bawiących się kaczuszkami, szczególnie - gumowymi.

- Otóż, Panie Oficerze - zaczęła pani Kapitan łagodnie, najłagodniej, jak mogła - czas na dopełnienie warunków naszego zakładu. Wracajmy do portu, beczki czekają. Szczęśliwie bowiem pewien zaprzyjaźniony kapitan holenderskiej galery miał problem z pewną ilością beczek nieświeżych. Załadunek przebiegł sprawnie. Wyjątkowo na nabrzeżu nie było gapiów wypłoszonych niesamowitym smrodem 100 beczek gnijących śledzi.

                                             

                         (Color Print of Wharf Workers Measuring Whale Oil Content in Barrels stąd) 

sobota, 30 maja 2009, pataszoniasty

Polecane wpisy

  • Burzowy upał

    Na fregacie było bardzo gorąco. Słońce świeciło dokładnie z samej góry, cień zredukowany był do punktu, na którym znajdował się przedmiot cienionośny. W takim u

  • Niepokojące wstrząsy

    Na oceanie była cisza. Żadnej fali. Żadnego powiewu. Nic. Cisza źle wpływa na marynarzy, zaczyna dręczyć wszystkich jakiś niepokój, niewiadomo skąd się biorący.

  • Limeryki o syrenach - konkurs

    Zwyczajem stało się od pewnego czasu limerykowanie. Konkurs limeryków odbywał się nieregularnie i zawsze wtedy, kiedy fregata przecinała 178 południk. Tak właśn